Friday, July 20, 2007

Sedzia Amerykanski odmowil wydania Edwarda Mazura





Sedzia Amerykanski odmowil wydania Edwarda Mazura
Jul 20, 2007, 14:51 GMT


Warsaw - A judge in Chicago on Friday denied a Polish extradition request to extradite a Polish-American citizen charged with murder of a one-time Polish chief of police, Poland's TVN24 news channel reported.

Poland has charged Edward Mazur, 60, with contracting the killing of former national police commander, General Marek Papala, in 1998. Mazur has lived in the US for more than 40 years.

The US court declined the extradition request on the grounds that Poland has presented insufficient evidence to warrant Mazur's extradition for trial, according to the TVN24 report.

Mazur was arrested by the FBI in Glenview, Illinois in October 2006, in accordance with a Polish arrest warrant that alleges he paid 40,000 dollars to have Papal killed. Mazur argued his US citizenship prevents him from being sent back to Poland to face prosecution.
Wyjechał z Polski w latach 60.; pewien czas spędził w Ameryce Południowej, następnie osiadł w Chicago, gdzie ukończył studia. Działał w środowiskach polonijnych, osiągał sukcesy biznesowe na wysokich stanowiskach menedżerskich m.in. w firmach United Technologies, Lockheed Martin, AG McKee & Co., spółce Cargill (przetwórstwo rolne), Demarex (amerykańska firma konsultingowa), Stream Communications Inc.W 2003 znalazł się w gronie 25 najbogatszych biznesmenów polonijnych według tygodnika "Wprost" (na pozycji nr 17). Ma podwójne obywatelstwo - polskie i amerykańskie.

Utrzymywał kontakty z przedstawicielami władz polskich. Był jedną z ostatnich osób, które widziały Marka Papałę żywego. W marcu 2005 prokuratura polska uznała, że to właśnie Mazur podżegał do zabójstwa byłego komendanta policji. Na podstawie tego zarzutu wydano międzynarodowy list gończy.

Nazwisko Edwarda Mazura przewija się także w kontekście innych głośnych w Polsce spraw - FOZZ (według "Rzeczpospolitej" Mazur miał pośredniczyć w zaciągnięciu przez FOZZ kilkumilionowego kredytu dolarowego w firmie Demarex) oraz prywatyzacji Orlenu (ze względu na znajomość Mazura z przedsiębiorcami Aleksandrem Żaglem i Andrzejem Kuną).


Dlaczego w przeddzień następnej rozprawy ekstradycyjnej Edwarda Mazura przed sądem w Chicago, najbardziej prorządowa gazeta tak zwanej IV RP, „Rzeczpospolita” wypuszcza informacje, które nie mają prawa ujrzeć światła dziennego.

„Rzepa” pisze, że za śmiercią byłego szefa polskiej policji, generała Marka Papały, stały wysoko postawione osoby...
To, samo w sobie nie jest dziwne, ponieważ Edward Mazur, jeżeli rzeczywiście był w tą sprawę zamieszany, był zbyt mała płotką, aby takie zlecenie uruchomić, poza tym Papała – nie wchodził mu w drogę...
W artykule mówi się o 3 osobach, które zapewne nie pochodziły z kręgów przestępczych, ani służb specjalnych, ponieważ informator policyjny, niejaki „Generał”, zeznał, że znany przestępca, Ryszard Bogucki, chciał tychże zleceniodawców szantażować...
Nie szantażuje się pracowników służb, ani przestępców... z nimi się współpracuje, albo ich eliminuje...

Dlaczego te informacje, które były ścisłe tajne, oraz były zawarte w załącznikach wniosku ekstradycyjnego – ujrzały światło dzienne? Nie miały prawa być ujawnione, bo mogą zostać uznane przez sąd za działania o charakterze politycznym.

Myślę, że sprawa dotyczy czegoś zupełnie innego... dotyczy zagadnień współpracy Mazura ze służbami specjalnymi, i jego potężnej wiedzy o ich działalności. I te służby, te działające obecnie – zrobią wszystko, aby Mazur do Polski nie dojechał.

Obrona Mazura powołała jako świadka, mającego zeznawać na jego korzyś pułkownika Ryszarda Bieszyńskigo, byłego oficera UOP, który do 2005 r. prowadził śledztwo w sprawie morderstwa – i który doszedł do wniosku, że Mazur nie ma nic wspólnego z morderstwem Papały... nie było motywu, a zeznania Zirajewskiego – płatnego mordercy, który jest głównym świadkiem oskarżenia – są co najmniej niespójne.

„Nasze Dziennik” w październiku 2006 roku, napisał;
------------------------------------

Zdaniem Wassermanna, istnieją poważne dowody wskazujące na to, że służby specjalne podejmowały działania zmierzające do blokowania i spowalniania śledztwa w sprawie zabójstwa generała Papały. Jak powiedział minister, sprawa była tak długo prowadzona nie tylko dlatego, że prokuratorzy nie mieli dostępu do “wrażliwych informacji, dokumentów”, ale również z tego powodu, iż “służby blokowały”. Były funkcjonariusz SB, płk Ryszard Bieszyński, eksdyrektor Zarządu Śledczego UOP, miał w 2002 r. naciskać na zwolnienie Mazura z aresztu. W ramach prowadzonego śledztwa lansował tezę o “rodzinnym tle” zabójstwa Papały.
-------------------------------------
Spotkało się to z ripostą prokuratury, zamieszczoną w „Gazecie Wyborczej”
-------------------------------------
Wojciech Czuchnowski: Czy w naradzie prokuratorów, która 27 lutego 2002 r. odbyła się po zatrzymaniu Edwarda Mazura, oskarżanego o nakłanianie do zamachu na gen. Papałę, brał udział płk UOP Ryszard Bieszyński lub ktoś z UOP, kto nalegał, by Mazura wypuścić na wolność?

Jerzy Mierzewski: Nikogo z UOP nie było. UOP w żadnej formie nie ingerował podczas tej narady. To, co się wypisuje o demonicznym pułkowniku Bieszyńskim, który chodził po korytarzach i naciskał na prokuratorów, to bzdura.

A naciski UOP, a potem ABW w trakcie śledztwa, naciski przed i po zatrzymaniu Mazura?

- Niczego takiego nie potwierdzam. UOP brał w tej sprawie udział w dwóch etapach. Zaraz na początku pomagał w wykonywaniu pewnych czynności. Potem został włączony w postępowanie w taki sposób, że płk Bieszyński i jego ekipa badali dwie spośród 11 wersji przyjętych w śledztwie. Mogę tylko powiedzieć, że były to wersje mówiące o osobistych, prywatnych motywach zabójstwa gen. Papały. Obie wersje zbadali bardzo dokładnie i obie odrzucili jako fałszywe
------------------------------------
Ale jeszcze bardziej dziwne jest coś innego.

Otóż w „Gazecie Polskiej”, której kontaktów ze służbami specjalnymi (sprawa Subotica...) nikt nie kwestionuje, ukazuje się , w listopadzie, dziwny artykuł...

Okazuje się, według gazety, że Edward Mazur… jest być może – cennym szpiegiem, polskim i amerykańskim ! Działającym dla dobra – i polskich i amerykańskich służb !
-------------------------------------
Mazur współpracował ze służbami, najpierw z SB, potem jako konsultant w kontrwywiadzie UOP, w latach 1992-1996 penetrował środowiska biznesu, dyplomatyczne, powiązania polityków z gangsterami. Przekazywał informacje o byłych generałach SB, MO, z którymi bywał na popijawach, a to interesowało nową władzę, która chciała mieć kontrolę nad byłymi PRL-owskimi funkcjonariuszami - jakie interesy robią.

Podczas bankietów Mazur często wybierał w swoim telefonie komórkowym numer oficera kontrwywiadu UOP i rozmowy biesiadne przekazywał na żywo. Prowokował nawet rozmówców stwierdzeniami w rodzaju: “Kowalski to menda” i oczekiwał na reakcje.
----------------------------------------
Oczywiście, „Gazeta Polska” nie kwestionuje sprawy dochodzenia prokuratorskiego i wniosku ekstradycyjnego wobec Mazura…ale wyraźnie osłabia jego zasadność – i powtarza argumenty – natury – dlaczego Mazur miałby uczestniczyć w planowaniu zabójstwa, jeżeli byli przyjaciółmi ?
-------------------------------------------
Wciąż nie wiemy, kto i dlaczego tak bardzo obawiał się wyjazdu Papały za granicę, że wydał na niego wyrok śmierci. I jaki był w tym udział Mazura.
Papała miał objąć stanowisko oficera łącznikowego polskiej policji w Brukseli, miał też zaproszenie od Mazura do Stanów Zjednoczonych, gdzie miał szlifować język angielski. Jeśli to Mazur zlecił mord, powstaje pytanie, czemu to zrobił, skoro niebawem miałby Papałę u siebie, pod kontrolą?
-------------------------------------------
Dalej widać, że Mazur działał na rzecz pewnej części służb…
-------------------------------------------
Miał swój udział m.in. w rozpracowaniu sfingowanej kradzieży 75 pistoletów z jednostki wojskowej na warszawskim Bemowie. Chodziło o skompromitowanie jednostki i wyprowadzenie jej z Bemowa, prawdopodobnie dlatego, że w tym miejscu miał powstać park rozrywki Michaela Jacksona. WSI, według naszego informatora, nie dopuściło, by UOP zakończył tę sprawę i “skręciło” ją.
--------------------------------------------
… a także na rzecz wywiadu… amerykańskiego…
--------------------------------------------
W czasach PRL wynajmował apartament w “zatoce czerwonych świń” w warszawskim Wilanowie od firmy Dipservice. Obok niego miał apartament Władimir Ałganow. Właśnie tam, u Ałganowa i Mazura, schodziła się śmietanka lewicy i rozdawała karty. Ałganow zajmował się wtedy białym wywiadem. Według mnie on i Mazur rywalizowali o “tort” - jeden dla wywiadu amerykańskiego, drugi dla rosyjskiego.

[…] i jego koledzy ze spółki T. mieli “naganiać” kandydatów do prywatyzacji. Wie, jak wykańczano wówczas konkurencję przy prywatyzacji i jak powstawały szybkie kariery biznesowe dzięki poparciu służb. Mazur wyszukiwał także amerykańskie firmy, które były zainteresowane wykupem FOZZ, sam też część tego długu wykupił.
-----------------------------------------------
Więc może się okazać… że Mazur – działając w imieniu służb specjalnych – działał w interesie Polski.
----------------------------------------------
Według byłego oficera UOP, gen. Papała przekazał Mazurowi notes Pershinga, który trafił do policji po zabójstwie mafiosa w Zakopanem, w którym znajdowało się wiele znanych nazwisk. Jeśli to prawda, powstaje pytanie: dlaczego dał go właśnie Mazurowi?
------------------------------------------------
I ten dostani argument – że notes Pershinga jest w rękach Mazura – to może być klucz do sprawy.

Pamiętam zabójstwo „Pershinga” w jego samochodzie, pamiętam, że miał PRZY SOBIE ten cenny notes, który tylko raz się w mediach pojawił – a potem zniknął…

„Gazeta Polska” niedwuznacznie stanęła po stronie Edwarda Mazura, nie w swoim imieniu oczywiście, lecz w imieniu swych zleceniodawców.

Powrót polonijnego biznesmena może się okazać dla wielu ludzi szalenie niewygodny. Jest dziwne, że tego rodzaju artykuły, jak ten w „Rzeczpospolitej”, jak i ten z listopada 2006 roku, w „GaPie”, ukazują się w gazetach, których naczelni zjedliby swoje krawaty na surowo, aby tylko powiązać sprawę morderstwa generała Papały z politykami lewicy.

Za sprawą stoją służby specjalne, i stoją politycy...

Bogucki, który zna 3 nazwiska – wie część – najprawdopodobniej – część łańcuszka pośredników.

Reszta jest w głowie Mazura, i... w notatniku „Pershinga”, który jego przyjaciel, Marek Papała mu powierzył.

Według obiegowych opinii, za zabójstwem mogłu stać WSI, (Starszak), ale wydaje się, że ten trop może być mylacy... bom jeżeli tak jest - to skąd te dwie publikację?!

Myślę, że nie Mazur stał za tym zabójstwem... i ciekaw jestem także, co tak naprawdę wie o tej sprawie Leszek Miller i redaktor Urban...

Baranina w sosie WSI
Nasz Dziennik, 2006-10-29
Edward Mazur, omawiając narkobiznesowe transakcje, miał tłumaczyć zlecenie na "Wielkiego Psa" tym, że generał Marek Papała musi zginąć, gdyż stanowi przeszkodę w dalszych interesach. Minister koordynator służb specjalnych Zbigniew Wassermann powtarzał wielokrotnie, że za zabójstwem Papały stoi tzw. ośrodek wiedeński, który ma jeszcze większe wpływy i powiązania aniżeli "Pruszków", bo to tam, w stolicy muzyki i walca, zbiegają się interesy międzynarodowych wywiadów i mafii. "Ośrodek wiedeński" pojawiał się już przy okazji afery FOZZ i zabójstwa byłego prezesa NIK Waleriana Pańki; powiązany jest z zabójstwem Jacka Dębskiego - ministra sportu w rządzie Jerzego Buzka, z zabójstwem Andrzeja Stuglika - byłego funkcjonariusza kontrwywiadu PRL i późniejszego specjalisty w Ministerstwie Finansów; do "ośrodka wiedeńskiego" prowadzą też tropy afery Orlenu.

"Pruszków" w tle
Gdy w 2002 r., po kilku latach śledztwa w sprawie zabójstwa generała Papały, niespodziewanie pojawił się świadek Artur Zirajewski ps. "Iwan", członek klubu płatnych morderców z Pomorza, który wskazał na udział Edwarda Mazura w zbrodni (przez pierwsze lata śledztwa nazwisko Mazura w ogóle się nie pojawiało), wyszły też na jaw powiązania Mazura z "Pruszkowem". Mazur zdecydowanie temu zaprzeczał. Zirajewski zeznał jednak, że w kwietniu 1998 r. w hotelu Marina w Gdańsku był świadkiem rozmowy Mazura z Nikodemem Skotarczakiem ps. "Nikoś" (zastrzelony w 1998 r. pomorski mafioso) i Andrzejem Zielińskim ps. "Słowik" (boss "Pruszkowa"), podczas której była mowa o zleceniu zabójstwa gen. Marka Papały. Mazur miał wtedy zaproponować, by "zlecenie na psa" wykonał ktoś z gangu płatnych morderców Zirajewskiego, w skład którego wchodził również Siergiej Sienkiv, ukraiński płatny morderca. Sienkiv miał opowiadać o kontaktach Mazura z bossami "Pruszkowa" - "Słowikiem" i Ryszardem Boguckim; podobnie znajomość Mazura ze "Słowikiem" miał potwierdzić Jarosław Sokołowski ps. "Masa", świadek koronny w procesie "Pruszkowa".

Zlecenie esbeckiej mafii?
Amerykańskie dokumenty dotyczące ekstradycji potwierdzają - jak od dawna spekulowano - że Mazur nie jest ostatnim ogniwem w sprawie zabójstwa Papały, ale "za morderstwem stoją wysoko postawione osoby". Takie zdanie - według dokumentów amerykańskiej prokuratury - padło w trakcie spotkania tych, którzy w 1998 r. zaplanowali zabójstwo generała Papały. "Generał przed śmiercią mówił, że wie o przemycie narkotyków przez Wojskowe Służby Informacyjne. Pieniądze z przemytu miały finansować tajne operacje tych służb" - zeznali świadkowie w śledztwie w sprawie zabójstwa Marka Papały. "Z dyskusji w Marinie Z. dowiedział się, że spiskowcy czekali na sygnał od kogoś w MSW, kto był w jakiś sposób powiązany z policjantem. Skotarczak dodał, że inne wysoko postawione osoby też stoją za planem dokonania zabójstwa. Podczas tej rozmowy cała trójka omawiała szmuglowanie narkotyków" - relacjonuje dokument strony amerykańskiej. "Według naszych informacji wspomnianą osobą z MSW może być R.K., dawny przyjaciel Papały z KGP. R.K. był przez lata prominentnym funkcjonariuszem policji" - napisało "Życie Warszawy". Z. w dokumencie to nie kto inny jak Zirajewski, natomiast R.K. to zapewne Roman Kurnik, promotor kariery Papały i jego zastępca w policji, a następnie dyrektor gabinetu politycznego Zbigniewa Sobotki, wiceministra spraw wewnętrznych i administracji w rządzie Millera.

Pierwszy kadrowy SB
Kurnik wypatrzył Marka Papałę jeszcze w szkole policyjnej w Szczytnie, gdzie Papała zajmował się drogówką. Ściągnął go do Warszawy i pomagał mu w karierze aż do awansu na szefa policji. Roman Kurnik był w latach 80. szefem kadr Służby Bezpieczeństwa; było to w czasie, gdy MSW kierował generał Kiszczak. Po 1989 r. trafił do Komendy Głównej Policji, w której przez wiele lat, podobnie jak w peerelowskiej bezpiece, był dyrektorem departamentu kadr. Dzięki staraniom Kurnika komendantem głównym policji został w 1997 r. Marek Papała, a Kurnik jego zastępcą - prawdopodobnie z obawy, że gdyby został szefem, wyciągano by mu jego esbecką przeszłość. W rzeczywistości jednak to Kurnik miał rządzić, a nie Papała, to on decydował o awansach, budował wpływy i wspólnie m.in. z gen. Józefem Sasinem, dawnym szefem pionu gospodarczego SB, który znalazł się ostatnio na celowniku śledczych badających sprawę zabójstwa Papały, miał prowadzić "interesy" za plecami szefa figuranta.

Raport Papały
Jednak wbrew oczekiwaniom protektora Marek Papała szybko "zerwał się z łańcucha". Zorganizował Biuro do spraw Narkotyków, Biuro ds. Przestępczości Zorganizowanej kierowane przez Adama Rapackiego, które wykryło wiele spraw niewygodnych dla ówczesnej władzy, zdecydował o powołaniu wydziału policji, którego funkcjonariusze mieli przenikać w struktury gangów. Komendant główny policji szybko się zorientował, "z kim tańczy"; w czerwcu 2002 r. pojawiły się w prasie informacje na temat tajemniczego raportu gen. Papały zawierającego informacje o powiązaniach i interesach byłych esbeków. Chodziło m.in. o agencje ochrony założone przez byłych funkcjonariuszy SB, w których gangsterzy mieli swoje udziały, o pranie brudnych pieniędzy, obrót nieruchomościami itp. Papała miał się zorientować, że "jego znajomi, byli funkcjonariusze MSW z okresu PRL, a także ci, którzy pozostali w resorcie, są powiązani z gangsterami z >>Pruszkowa<<".

Kurnik nie wystawił?
Według "Życia Warszawy", to właśnie ci wysocy oficerowie służb specjalnych PRL wraz ze swoimi agentami zajmującymi czołowe pozycje w mafii i biznesie zawiązali spisek przeciwko Papale, który zdobył wiedzę o ich wspólnych interesach i dlatego musiał zginąć. Roman Kurnik zaprzecza, jakoby to on - jak wynika z dokumentów strony amerykańskiej dotyczących ekstradycji Mazura - wystawił zabójcom Papałę. To jednak Kurnik wprowadzał na salony Edwarda Mazura, podejrzewanego o podżeganie do zabójstwa Papały. To on również miał poznać Mazura z Papałą. Mazur został zatrzymany w Polsce w lutym 2002 r., a następnie, po przesłuchaniu, wypuszczony. Trzy godziny po wyjściu z prokuratury pojawił się na przyjęciu w restauracji Belvedere, po czym bez przeszkód wyjechał do USA. Imprezę miał zorganizować właśnie Kurnik z okazji swoich imienin. Wśród gości byli m.in. były szef MSWiA Krzysztof Janik, wysocy rangą urzędnicy policji i Ministerstwa Sprawiedliwości, a także zastępca prokuratora generalnego w PRL i pułkownik SB Hipolit Starszak, który pomagał Mazurowi w znalezieniu adwokata.

Hamulcowy Rychlik
Były materiały przemawiające za tym, by w 2002 roku zatrzymać Edwarda Mazura - uważa katowicka prokuratura, która bada, czy zwolnienie polonijnego biznesmena przed czterema laty było błędem, czy też celowym działaniem. W mediach pojawiały się wówczas informacje, że Mazur został zwolniony na polecenie ówczesnego prokuratora krajowego Karola Napierskiego (ministrem sprawiedliwości była wtedy Barbara Piwnik) i że uniknął zarzutu oraz aresztu, gdyż Urząd Ochrony Państwa zaświadczył, że jest "czysty". Sam Napierski wielokrotnie twierdził, że była to decyzja nie jego, lecz kolegialna.
Jedną z ostatnich decyzji minister Barbary Piwnik było przywrócenie na stanowisko szefa Biura ds. Przestępczości Zorganizowanej Ryszarda Rychlika, któremu policjanci z Centralnego Biura Śledczego zarzucali, że w sprawach dotyczących najgroźniejszych gangów jego decyzje hamowały śledztwa i niweczyły ich wysiłki. Gdy po aresztowaniu Jarosław Sokołowski ps. "Masa", jeden z bossów "Pruszkowa", zdecydował się mówić, w procesie miał występować w roli świadka koronnego. Ryszard Rychlik nie chciał się na to zgodzić, twierdząc, że "Masa" się do tego nie nadaje. Dopiero po interwencji policji u Lecha Kaczyńskiego - następcy Barbary Piwnik na stanowisku ministra sprawiedliwości - "Masa" mógł zostać świadkiem koronnym.
Gdy Lech Kaczyński był ministrem sprawiedliwości, Rychlik nadzorował wszystkie poważne śledztwa toczące się w Polsce, m.in. dotyczące mafii paliwowej, zabójstwa Jacka Dębskiego czy śmierci gen. Marka Papały. Prokuratura sprawdzi wątek nacisków na L. Kaczyńskiego; prezydent ujawnił, że gdy pełnił funkcję ministra sprawiedliwości w rządzie Jerzego Buzka, "mocno naciskano" na niego, by umorzyć śledztwo w sprawie zabójstwa gen. Papały. Jak podało radio RMF FM, na Lecha Kaczyńskiego naciskało dwóch prokuratorów, w tym Ryszard Rychlik, były szef Biura ds. Przestępczości Zorganizowanej w Prokuraturze Krajowej. Informacje RMF częściowo potwierdza ówczesny prokurator krajowy Zbigniew Wassermann, który uważa, że warto sprawdzić, jak realizowany był ów nadzór nad śledztwem. Zdaniem ministra Wassermanna, "bardzo prawdopodobna" jest teza, że śledztwo nie czyniło postępów, ponieważ ludzie środowisk zorganizowanej przestępczości, służb specjalnych, biznesu i polityki nie chcieli, by wyszło na jaw, kto zabił Papałę i kto to zlecił. Według informacji "Życia Warszawy", "przez cały czas trwania śledztwa w sprawie śmierci generała w Ministerstwie Sprawiedliwości działała grupa osób torpedujących pracę prokuratorów i policjantów. Przez podstawionych świadków próbowano kierować śledztwo na boczne tory. Wskazywano na absurdalne wątki, których weryfikowanie zajmowało czas specgrupy. >>Opiekunowie<< Mazura próbowali również rozpętać wielką kampanię medialną, mającą na celu obronę poszukiwanego listem gończym biznesmena".

Bezpieka kuta na cztery nogi
Byli funkcjonariusze SB, milicji i Wojskowej Służby Wewnętrznej, wykorzystując kontakty zdobyte w czasie służby w PRL, widząc, że PRL się wali, potrafili się ustawić w nowych warunkach - w mafii, biznesie, branży finansowej. Cinkciarze i złodzieje mieli w PRL swoich "opiekunów" z SB, którzy w zamian za informacje ze świata przestępczego i opłaty umożliwiali im bezkarne uprawianie procederu. Dobrze zapowiadające się postaci z półświatka SB wysyłała za granicę i tam wykorzystywała do budowania siatek agenturalnych. Takim "hitem eksportowym" był m.in. "Baranina", którego pozyskano w typowy sposób - oficerowie bezpieki znaleźli dowody jego przestępczej działalności i zaszantażowali go. Większość przywódców przestępczego podziemia była więc informatorami lub tajnymi współpracownikami SB, peerelowskich służb wojskowych i milicji, część z nich pracowała potem dla UOP i WSI. Towarzystwo to ma się dobrze i nie przebiera w środkach, gdy ktoś ośmieli się zepsuć jego "interesy", czego dowodzi śmiertelność wśród tych, którzy "za dużo" wiedzieli (Michał Falzmann, Walerian Pańko, Marek Papała). Z informacji "Życia Warszawy" wynika, że za zabójstwem gen. Papały stoją wysocy rangą oficerowie SB oraz ich byli tajni współpracownicy, tacy jak Edward Mazur, Kazimierz Hedberg i Jeremiasz Barański ps. "Baranina". "Baraninę" również łączono ze sprawą śmierci prezesa Najwyższej Izby Kontroli Waleriana Pańki oraz morderstwem Jacka Dębskiego, ministra sportu w rządzie Jerzego Buzka.
Długie ręce mafii
"Jacek Dębski miał przed śmiercią spotkać się z funkcjonariuszami Urzędu Ochrony Państwa. Informacje o interesach Jeremiasza B. miał przekazać na następnym spotkaniu, do którego już nie doszło" - pisał "Głos" w lipcu 2002 roku. W celi aresztu na Rakowieckiej w Warszawie w niewyjaśnionych okolicznościach odebrał sobie życie domniemany zabójca Dębskiego Tadeusz M. ps. "Sasza". Do zagadkowego samobójstwa doszło bezpośrednio po tym, jak "Sasza" otrzymał od prokuratorów propozycję współpracy. Później sprawa zabójstwa Jacka Dębskiego stała się przyczyną aresztowania Barańskiego w Wiedniu. "Baranina" został oskarżony o zlecenie zabójstwa byłego ministra sportu, przywłaszczenie 400 tysięcy dolarów oraz kierowanie grupą przestępczą. Zdaje się jednak, że po aresztowaniu i "Baranina" - któremu udało się nawet wyprowadzić w pole FBI, gdy zaoferował rozpracowywanie grup przestępczych z Rosji i Ukrainy, i który był agentem służb brytyjskich i austriackich - z byłymi esbekami przeszarżował. "W maju 2003 roku szantażował swoich opiekunów z SB. Nie zdołał jednak podzielić się z prokuratorem swoimi rewelacjami. 7 maja 2003 Barańskiego znaleziono powieszonego na własnym pasku od spodni w celi austriackiego więzienia. Z wiedeńskiej willi mafiozo zniknęła część notatek, które >>Baranina<< skrupulatnie uzupełniał przez lata" - pisał wydawany w Austrii miesięcznik "Polonika". Czy "Baraninie" też ktoś pomógł się powiesić, bo za dużo wiedział?

Nad pięknym modrym Dunajem
Jakie interesy mogły łączyć "Baraninę" z Edwardem Mazurem, dlaczego obaj zaangażowali się w "uciszenie" Marka Papały? Mazur miał podżegać do zabójstwa, "Baranina" miał wysłać swojego "cyngla". Odpowiedź być może znajduje się w teczce Mazura. "Nieoficjalnie wiemy, że były tam dane o współpracy Mazura z wywiadem PRL - m.in. w sprawie FOZZ i o jego związkach z tzw. >>ośrodkiem wiedeńskim<< gangstera Jeremiasza Barańskiego >>Baraniny<<" - informowała ostatnio "Gazeta Wyborcza".
"Baranina" poznaje Edwarda Mazura na początku lat 90. przez Andrzeja Kunę; Kuna prowadzi wówczas z Mazurem spółkę powiązaną z FOZZ. Nazwisko Kuny występuje jednak najczęściej w duecie z Aleksandrem Żaglem. Obaj pojawili się przy okazji afery "Olina", a następnie przy okazji afery Orlenu. Kuna i Żagiel wynajęli salę w wiedeńskiej restauracji Nikys na słynne spotkanie Kulczyka z Ałganowem w lipcu 2003 roku. Żagiel później powie, że "matka wszystkich afer" to dla "ośrodka wiedeńskiego" i dla rezydującego w Wiedniu rosyjskiego szpiega Władimira Ałganowa drobiazg: "Sprawa Orlenu jest dla Ałganowa naprawdę jedną z bardzo drobnych spraw, przysłowiowym >>pikusiem<<, bo zajmuje się on sprawami o wiele bardziej poważnymi - przepływem energii atomowej, eksportem energii na całą Europę".

Mekka aferzystów i agentów
Stolica Austrii jak magnes przyciągała mafiosów i agentów, tu podczas zimnej wojny działały najpotężniejsze wywiady świata; Wiedeń był wtedy pierwszym wielkim ośrodkiem zachodniej Europy położonym za żelazną kurtyną. W Wiedniu robili interesy m.in. Andrzej Kuna, Aleksander Żagiel, zarządzający agencją Royal Wilanów byłej prezydentowej Marek Zabrzeski, syn ideologa PZPR Sławomir Wiatr. Podobnie, tylko na inną skalę, "Baranina", o którym mówiono, że był wiedeńskim rezydentem mafii pruszkowskiej. W rzeczywistości jednak było tak, że to on z Wiednia pociągał za sznurki "Pruszkowa". Nim z kolei sterowały wojskowe służby specjalne, a od połowy lat 90. najważniejszy mafioso prawdopodobnie wykonywał polecenia WSI. Za to WSI umożliwiły mu przemyt narkotyków i broni. Z pomocą wojskowych służb został konsulem honorowym Liberii w Bratysławie i jako dyplomaty nie wolno go już było przeszukiwać.

Wiedeński ślad
Wniosek ekstradycyjny amerykańskiego prokuratora potwierdza udział "ośrodka wiedeńskiego" w zabójstwie Marka Papały. Rafał Kanigowski - prawa ręka "Baraniny" w Warszawie - miał śledzić Papałę w ostatnich miesiącach jego życia, z czego najprawdopodobniej Papała zdawał sobie sprawę, bo czegoś się obawiał, nosił przy sobie broń etc. Według "Wyborczej", "amerykańska prokuratura ma wiedzę nie tylko o okolicznościach zabójstwa Papały, lecz także na temat związków Mazura ze służbami i jego powiązań poprzez ośrodek wiedeński ze zorganizowaną przestępczością na międzynarodową skalę. Pośrednio potwierdził to minister Ziobro, dziękując za pomoc amerykańskiej agencji narkotykowej DEA". Tropy zaś miałyby prowadzić do Ryszarda Koziny (vel Ricardo Fanchini), działającego od lat na Zachodzie gangstera z Katowic, który miał m.in. kontrolować przemyt amfetaminy z Polski do Szwecji i do Holandii. Znajomymi Fanchiniego mieliby być "Słowik" i "Baranina". To, że chodziło o taki biznes, a nie inny, potwierdza jeszcze inna rozmowa Mazura z szefem mafii z Wybrzeża. Spotkali się oni ponownie przed czerwcem 1998 r. w Warszawie w hotelu Marriott. Świadkiem tej rozmowy był Artur Zirajewski. Usłyszał on, że Mazur ze Skotarczakiem ps. "Nikoś" rozmawiają o "przemycie narkotyków przez granicę wschodnią".
Cyngiel "Baraniny"
Rafał Kanigowski ps. "Gruby" miał być też prawdopodobnie mordercą generała Papały. To on poznał "Baraninę" z Haliną G. ps. "Inka", która trzy lata później "wystawiła" Jacka Dębskiego. Kanigowski przed wykonaniem "zlecenia" spotkał się z "Baraniną" w Wiedniu, po czym z Kanigowskim w warszawskim hotelu spotkał się jeszcze Mazur. Z odtajnionych dokumentów ekstradycyjnych Edwarda Mazura wynika wyraźnie, że - wbrew dotychczasowym hipotezom - ani Ryszard Niemczyk, ani Ryszard Bogucki, świeżo przyjęty wtedy w struktury "Pruszkowa", nie byli wykonawcami wyroku na byłego komendanta policji. Boguckiemu prokuratura postawiła jednak zarzut współudziału w zbrodni, ponieważ w dniu mordu jeden ze świadków widział go pod domem generała z dziewczyną, do generała jednak miał strzelić inny młody mężczyzna, który uciekł.

Tropy prowadzą do WSI?
Jeśli "Baranina" rzeczywiście maczał palce w zabójstwie Papały, a sam wykonywał polecenia WSI, to wszystko układa się w całość, zwłaszcza że generał Papała przed śmiercią mówił, iż wie o przemycie narkotyków przez Wojskowe Służby Informacyjne oraz że z pieniędzy z przemytu miały być finansowane tajne operacje tych służb. "Osoby ze służb specjalnych PRL mogły odgrywać ważną rolę w zabójstwie gen. Marka Papały. Kulisy śledztwa, których ujawnić nie mogę, dowodzą, jak łatwo przenikały się osoby ze sfery polityki, biznesu, służb i mafii" - ocenił prokurator krajowy Janusz Kaczmarek. "W swoim czasie wystąpiłem do ministra obrony z prośbą o informacje o powiązaniach ludzi zamieszanych w zabójstwo Papały z WSI. Ale odzew był znikomy. (...) Gdy Antoni Macierewicz zajął się likwidacją WSI, zapytałem znów o to samo. Jaką odpowiedź dostaliśmy, z oczywistych powodów nie mogę powiedzieć" - powiedział minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Mazur - "szara eminencja FOZZ"
Chociaż Mazur zdecydowanie zaprzeczał, by kiedykolwiek był związany ze specsłużbami PRL, które mogły go wręcz wrobić w zabójstwo Marka Papały, to nieoficjalne informacje potwierdzają, że w śledztwie prowadzonym przez warszawską prokuraturę apelacyjną są materiały wskazujące na współpracę Edwarda Mazura z peerelowskim wywiadem wojskowym. Czy później mógł mieć też związki z WSI? Jerzy Klemba, były oficer WSI zaangażowany m.in. w aferę FOZZ, mówił w 2003 r. dziennikarzom "Super Expressu", że poznał Mazura przez Zenona Klameckiego, zastępcę szefa kontrwywiadu Wojskowych Służb Informacyjnych. Według Klemby, Mazur był też "szarą eminencją FOZZ".
Edward Mazur obracał pieniędzmi z FOZZ - sędzia Andrzej Kryże, obecny wiceminister sprawiedliwości, w uzasadnieniu wyroku w sprawie FOZZ wymienia jego nazwisko kilkanaście razy. Tropy afery wiodą do "ośrodka wiedeńskiego", do Andrzeja Kuny i Aleksandra Żagla: "Mazur był przedstawicielem największej firmy zbożowej na świecie, która nazywa się Cargill. (...) Pewnego dnia przyszedł do mnie Mazur i poprosił o przysługę. Poprosił mnie, żeby BICARCO [spółka Kuny i Żagla, handlowała częściami samochodowymi - dop. red.] zawarło umowę z FOZZ na pożyczkę 20 milionów dolarów. To znaczy BICARCO miało pożyczyć FOZZ 20 milionów dolarów na zakup jakiejś firmy w Belgii, ale Mazur nie powiedział jakiej. Nie chodziło o to, żeby faktycznie pożyczyć pieniądze, tylko zawrzeć umowę takiej pożyczki, którą można nazwać >>pozorowaniem<< tej pożyczki. (...) Spełniłem prośbę. (...) Chciałem podkreślić, że umowę o fikcyjną pożyczkę zawarłem na prośbę Edwarda Mazura dla polskiej agencji rządowej, jaką był FOZZ, bo miałem w Polsce interesy i nie chciałem, żeby mi w tych interesach przeszkadzano" - tak w procesie FOZZ Kuna przedstawił kulisy zaciągnięcia "pożyczki" przez Edwarda Mazura.
Wiadomo, m.in. z akt procesu Grzegorza Żemka, byłego agenta wojskowych służb specjalnych i głównego oskarżonego w aferze FOZZ, że za wyprowadzeniem pieniędzy z FOZZ stali oficerowie WSI. Generał Marek Papała zginął, dlatego że przeszkodził w "interesach" WSI?


Julia M. Jaskólska
Wachowszczyzna
Nasz Dziennik, 2006-11-15
Niedawno zapowiedział swój powrót na scenę polityczną polityczny emeryt - oględnie mówiąc - były prezydent Lech Wałęsa. Wielki come back "legendy Solidarności" zaanonsował z kolei Mieczysław Wachowski, zwany złym duchem polskiej polityki. Wachowski na antenie TVN 24 zaprzeczał ostatnio, jakoby miałby być szarą eminencją w Belwederze, gdy Wałęsa był prezydentem; podobnie zaprzeczał swoim powiązaniom stawiającym go w nieciekawym świetle i znajdującym się w orbicie zainteresowań prokuratury.
I trudno się nawet dziwić, bo gdy się bliżej przyjrzymy koneksjom "kapciowego" Wałęsy, to wygląda na to, że mogą one prowadzić do znajdującej się ostatnio na tapecie sprawy Edwarda Mazura, podejrzanego o zlecenie zabójstwa Marka Papały.

Mieczysław Wachowski wystąpił niedawno z inicjatywą utworzenia organizacji Polska Zdrowego Rozsądku - politycznego zaplecza dla Lecha Wałęsy, które ma działać na rzecz powrotu byłego prezydenta do wielkiej polityki. Jak wyjaśnił Wachowski, Polska Zdrowego Rozsądku liczy na ludzi niezadowolonych z obecnej władzy, bo "zdrowego rozsądku najbardziej brakuje rządzącym, ale nie brakuje go wielu ludziom w Polsce. Oni się do nas przyłączą". Stratedzy PZR zamierzali połączyć siły z PO i PSL i "rozjechać" PiS w wyborach po "aferze taśmowej".
Nagłe uaktywnienie się Wachowskiego zbiega się w czasie akurat z niedoszłą "Nocną zmianą bis", likwidacją WSI, ujawnianiem kolejnych rewelacji z szafy Lesiaka i nastąpiło w momencie, gdy po latach nabrało tempa śledztwo w sprawie zabójstwa generała Marka Papały. Z braćmi Kaczyńskimi nigdy panom W. po drodze nie było, teraz jednak jest to, jak widać, tak dla Wałęsy, jak Wachowskiego zdecydowanie za dużo, bo już samo śledztwo w sprawie zabójstwa Marka Papały może dopełnić obalenia mitu "legendy Solidarności", pokazać, kim się otaczała. Trudno bowiem będzie uwierzyć, że Wałęsa nie wiedział, kto się opiekował jego rodziną, gdy był internowany, zakładał kapcie na nogi w Belwederze i był przez lata prawą ręką.

Kuna, Żagiel, Mazur i... Wachowski
W październiku ubiegłego roku prokuratorzy prowadzący śledztwo w sprawie przemytu narkotyków do Polski i zabójstwa byłego szefa policji Marka Papały podczas wyjazdów do Niemiec i USA natrafili m.in. na informację o spotkaniu pod Warszawą w połowie lat 90., w którym mieli uczestniczyć Mieczysław Wachowski, Edward Mazur oraz współorganizatorzy tzw. obiadu wiedeńskiego biznesmena Jana Kulczyka z Władimirem Ałganowem - Andrzej Kuna i Aleksander Żagiel. Rzecznik prowadzącej śledztwo narkotykowe prokuratury krakowskiej nie potwierdził co prawda wtedy, jakoby informacja ta miała dotyczyć czegoś więcej aniżeli składu osobowego spotkania, jednak nazwisko Mieczysława Wachowskiego pojawiało się też w materiałach pozyskanych w trakcie śledztwa dotyczącego przemytu znacznych ilości kokainy w latach 1997-2000 z Ameryki Łacińskiej do Polski w ramach zorganizowanej międzynarodowej grupy przestępczej. Mechanizm przestępstwa ujawnił prokuraturze jeden z podejrzanych, przebywający w USA i współpracujący z amerykańskim urzędem antynarkotykowym. Z ustaleń prokuratury wynikało, że działalność grupy wiąże się z osławionym (po rozbiciu "Pruszkowa" i "Wołomina") gangiem mokotowskim, kierowanym przez mafioso o pseudonimie "Korek".

Dla "Nikosia" persona
Mieczysław Wachowski zdecydowanie zaprzeczał, jakoby miał jakikolwiek związek z przestępstwem. Pół roku wcześniej, w czerwcu 2005 roku, informator radia RMF - były gangster, współpracujący z amerykańską agencją antynarkotykową DEA - ujawnił jednak powiązania byłego szefa Kancelarii Prezydenta Lecha Wałęsy z gangami narkotykowymi. Jeśli rzeczywiście miały one miejsce, to wyżej wspomniana informacja prokuratury o spotkaniu Kuny, Żagla, Mazura i Wachowskiego pasuje do tej układanki. I to jest być może kolejny trop w sprawie zabójstwa Marka Papały, które miał zlecić Mazur i w które miałby być zamieszany tzw. ośrodek wiedeński, któremu Papała stanął na drodze narkotykowych interesów.
"Wachowski występował na Wybrzeżu jako persona, która siedzi w narkotykach. Wiedziałem to od ludzi bardzo mocno siedzących w narkotykach, jak 'Schwarzenegger', z którym się przyjaźniłem, jak Nikodem Skotarczak 'Nikoś', jak 'Jurand'. Ci ludzie byli zorientowani, kto i jak trzyma na Wybrzeżu narkotyki" - mówił informator radia.
Przypomnę, że chodzi o tego samego Nikodema Skotarczaka ps. "Nikoś", któremu na dwa miesiące przed zabójstwem Mazur miał powiedzieć o Papale: "To duża przeszkoda do następnych interesów", czyli jak wynika z zeznań świadków, Papała był "przeszkodą" w przemycie narkotyków na wielką skalę.

"Mietek" i kokaina
Informator RMF opowiadał o transporcie 800 kg kokainy, który zamówił u niego 'Słowik', boss "Pruszkowa". Towar miał zostać przewieziony z Wysp Bahama do Polski. "Mówił ['Słowik'], że droga jest pewna, że towar nie wpadnie, ponieważ za tę drogę odpowiada jeden z poważnych ludzi w Polsce. Tu muszę wymienić nazwisko Mieczysława Wachowskiego. Z ust 'Słowika' padło, że Mietek - jak to się mówi - załatwi transport bezpieczny do Gdyni" - mówił informator. Radio RMF podawało na swojej stronie internetowej, że amerykańscy oficerowie z rządowej agencji antynarkotykowej DEA twierdzą, iż informator ten jest bardzo wiarygodny i w jego relację można wierzyć.

"Słowik" wypuszczony z klatki
Wiele wskazuje też na to, że "Mietek" załatwił "Słowikowi" ułaskawienie przez prezydenta Wałęsę w 1993 roku, kiedy ten odsiadywał wyrok za kradzieże i włamania; miał na swoim koncie m.in. kradzież transportu papierosów o wartości kilku miliardów złotych. Mówi się, że wolność "Słowika" kosztowała 150 tysięcy dolarów. Świadek koronny Jarosław S. ps. "Masa", miał zeznać, że po ułaskawieniu bossa gangsterzy wznosili toasty za zdrowie tych, którzy pomogli "Słowikowi" wyjść zza krat, i pili m.in. za zdrowie Wachowskiego. Według "Wprost", "Masa" mówił, że "'Słowik' chwalił się, iż jego ułaskawienie załatwili Wachowski wraz z Falandyszem".
Andrzej Zieliński ps. "Słowik", jeden z bossów "Pruszkowa", miał później - w roku 2000 - przygotowywać przemyt kokainy na jachcie płynącym do Polski z Wysp Bahama, a Wachowski miał zająć się najbardziej ryzykowną częścią tej operacji - przerzutem narkotyków drogą morską do Polski.

Od kierowcy do kapciowego
Do orłów Wachowski nie należy i nieoficjalnie się mówi, że "karierę" od kierowcy Wałęsy do szarej eminencji w Belwederze zawdzięcza kontaktom ze służbami specjalnymi, sięgającymi jeszcze 1970 roku, gdy jako student Wyższej Szkoły Morskiej miał podjąć współpracę z Wojskową Służbą Wewnętrzną.
"W 1970 r., kiedy WSW zainteresowały się Wachowskim, zbliżał się kolejny przełom. Szykowano odsunięcie
I sekretarza PZPR Władysława Gomułki i zastąpienie go innym kandydatem. WSW podlegały wówczas ministrowi obrony narodowej gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu. Prowadziły działalność niezwykle aktywną, kontrolowały znacznie więcej, niż tylko wojsko. (...) Jednostka WSW właściwej dla WSM [Wyższej Szkoły Morskiej - red.] znajdowała się wówczas na Oksywiu. Jej kadra liczyła kilkunastu oficerów, którzy obsadzali komendę Portu Marynarki Wojennej, szkoły i flotyllę. Pracownicy WSW na Oksywiu mieli dobre kontakty z młodymi oficerami GRU, którzy cumowali na radzieckich okrętach" - opisują tamte realia w "Drodze cienia" Inga Rosińska i Paweł Rabiej.
Następnie w 1975 roku Wachowski miał odbyć kurs Akademii Spraw Wewnętrznych w Świdrze pod Otwockiem, by po jego skończeniu dostać niejawny etat w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych PRL.
Do "Solidarności" trafił w latach 80. Początkowo był tylko kierowcą przewodniczącego NSZZ "S", szybko jednak zżył się z rodziną Wałęsy, zdobył jego zaufanie, zaczął prowadzić jego finanse. W 1983 roku zniknął z otoczenia przewodniczącego "Solidarności". U boku Wałęsy ponownie pojawił się w roku 1990, gdy ten ogłosił zamiar kandydowania na prezydenta, i na początku lat 90. objął stanowisko ministra stanu w Kancelarii Prezydenta Wałęsy. O Wachowskim krążyła opinia, że zdobył kontrolę nad służbami specjalnymi i wojskiem dzięki wsparciu byłych funkcjonariuszy z czasów PRL i że sam jest agentem. "O agenturalności Wachowskiego szeptano w kuluarach Sejmu po 4 czerwca. Powoływano się na zachodnie źródła, na publikacje w brytyjskim 'Spektatorze', zdaniem którego dla zachodnich służb specjalnych nie jest tajemnicą, że Wachowski od kilku lat jest agentem KGB. Przywoływano fakty, które ze względu na tajemnicę państwową nie mogą być na razie ujawnione" - pisali w 1993 roku. Rosińska i Rabiej w "Drodze cienia".

Kto nie z Mieciem, tego zmieciem
Czy Wachowski mógł być odpowiednikiem "zespołu Lesiaka" działającym w WSI, o którym mówił niedawno szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego Antoni Macierewicz?
"To on decyduje, kto stanie przed obliczem Wałęsy. Doszło nawet do tego, że ingeruje w przemówienia prezydenta. Zmienia zdania, całe niekiedy akapity, starając się powstrzymać parcie na Zachód Polski w tym okresie. W roku 1991 w czasie słynnego puczu w Moskwie Wachowski pokazał, że to on naprawdę kieruje polską polityką zagraniczną. Sprawił, że z ust Wałęsy nie padło ani jedno słowo poparcia dla Jelcyna i mieszkańców Moskwy, którzy patrzyli na rozwój dramatycznych wydarzeń.
Potem Wachowski widziany był coraz częściej z oficerami Wojskowych Służb Informacyjnych. Od niego zależało, kto zostanie szefem tej formacji, i ponoć to na jego polecenia zakładano podsłuchy u wielu przeciwników Wałęsy, w tym polityków z prawej strony sceny politycznej. Dzięki temu Wachowski miał ogromną wiedzę na temat wielu spotkań polityków i ta wiedza była jego potężną bronią" - opisywał Bartosz Janicki w "Dzienniku Polskim" "długie ręce" Wachowskiego. Trudno się nawet dziwić, że do łask wróciło wtedy powiedzenie z czasów Moczara: "Kto nie z Mieciem, tego zmieciem".
Wachowski odżegnywał się ostatnio od udziału w inwigilowaniu prawicy, powołując się na odtajnione akta w sprawie Lesiaka. Nie powiedział jednak - a szkoda - czy przypadkiem ręcznie nie sterował demokracją z WSI. W końcu - jak niedawno zeznał prezydent Lech Kaczyński przed Sądem Okręgowym w Warszawie, podtrzymując swoje wcześniejsze zeznania z 1998 roku - Mieczysław Wachowski, będąc szefem gabinetu prezydenta Lecha Wałęsy, "wielokrotnie chwalił się, że kontroluje WSI, aby w ten sposób kontrolować życie polityczne".

"Wielokrotny przestępca"?
Jeśli Wachowski miałby być zamieszany w przemyt narkotyków i być związany z WSI, a przy tym miałby mieć powiązania z "Nikosiem", Mazurem, "Słowikiem", to Lech Kaczyński wcale niekoniecznie musiał się pomylić, nazywając Wachowskiego "wielokrotnym przestępcą", a cóż dopiero obrazić go. Zwłaszcza że narkobiznes to nie jedyne, co Wachowski miałby mieć na sumieniu. Lech Kaczyński, gdy Wachowski wytoczył mu proces o zniesławienie, przed sądem zarzucał "kapciowemu" Wałęsy m.in. wyłudzenia, łapownictwo i coś jeszcze; chodziło o dwie kwestie, co zostało w czasie procesu przez sąd utajnione. Przypomniał też sytuację, gdy w 1991 roku. podczas wizyty prezydenta Wałęsy w Brukseli Wachowski miał wyrwać z jego rąk (Lech Kaczyński był wówczas szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego) tekst wystąpienia w NATO i wykreślić z niego zdania o wycofaniu wojsk sowieckich z Polski, co by nawet pasowało do domniemanych powiązań Wachowskiego z peerelowskimi prosowieckimi służbami wojskowymi.

Emerytura i prokuratura
"Wachowszczyzna" jako styl uprawiania polityki w latach 90. dawno się już skompromitowała, a teraz, w związku z zapowiadanym ujawnieniem raportu o likwidacji WSI czy w związku z postępami śledztwa w sprawie zabójstwa Marka Papały, może pokazać się jeszcze w pełnej krasie. Chociaż i bez tzw. żelaznych dowodów "wachowszczyzna" podobnie jak "kwaśniewszczyzna" kojarzy się z układem, Ubekistanem i prokuratorem; i jest to polityczny skansen. Tworzona ze strachu Polska Zdrowego Rozsądku rozsądku ludziom nie odbierze i nie zamknie oczu na sprawy, które ujrzą światło dzienne, choć nie tak miało być i nie po to układ ogłosił powszechną mobilizację w zeszłym roku na rzecz wygranej "prezydenta Tuska" i PO.


Julia M. Jaskólska

No comments: